Kilka miesięcy temu miałem okazję odkryć Ryszarda Kapuścińskiego dzięki jego książce Cesarz. Sam tytuł jest o tyle ciekawy, że pokazuje, jak jedno państwo jest sterowane, w każdym najdrobniejszym szczególe przez dyktatora. Jak ludzie nie wyobrażają sobie życia w innym środowisku, traktując dotychczasową sytuację, za pewnik, niezmienność.Ludność za czasów Hajle Sellasje uważała myślenie za zło, marnowanie swojego czasu, we wszystkim słuchała się dyrektyw cesarza. A przecież Etiopia posiada 80mln(sic!) ludzi. Decyzja o zakupie nowego pola, o otworzeniu firmy, o nagrodzeniu innych, wszystko przechodziło przez Cesarza. Kto się nie słuchał, mógł zostać podczas Godziny Nominacji zdegradowanym, pozbawionym swojego majątku.
Niesamowite jest to, że Cesarz każdego dnia spotykał się z tysiącami ludźmi, nigdy niczego nie notował, pamiętał wszystko, co się działo w jego Państwie. Czy to jest w ogóle możliwe? Jak on potrafił spamiętać całość? Przeraża, fascynuje i wyzywa (do sprawdzenia) mnie ta perspektywa.
Zdecydowanie polecam, nawet dla osób, które nie myślą o sobie jako o liderach, tak aby przynajmniej zobaczyć, jak wielkie brzemię oni niosą każdego dnia. Kapuścińskiego nie opuszczam, teraz doczytując ostatnie strony "Podróże z Herodotem".

